Aktualności

Pierwsze urodziny POSK Cinema

Pierwsze urodziny POSK Cinema

Specjalne pokazy na 76. rocznicę Powstania Warszawskiego

Wystawa Biblioteki POSK "Nieliczni"

Wystawa Biblioteki POSK "Nieliczni"

Czasowa wystawa w 80. rocznicę Bitwy o Wielką Brytanię

Walne Zebranie POSK przez Internet

Walne Zebranie POSK przez Internet

To wyjątkowe środki z powodu trwającej pandemii koronawirusa

Wybory prezydenckie 2020

Wybory prezydenckie 2020

Głosowanie tylko w formie korespondencyjnej

POSK pozostaje czasowo zamknięty

POSK pozostaje czasowo zamknięty

z powodu pandemii koronawirusa

W marcu w POSK-u!..

W marcu w POSK-u!..

przegląd wybranych wydarzeń plus pełny program na marzec

Kino POSK partnerem Kinoteki!

Kino POSK partnerem Kinoteki!

- festiwal polskich filmów już od 18 lat w Londynie

Nabór do Chóru Opery POSK!

Nabór do Chóru Opery POSK!

- w sobotę 7 marca o 16:00 w Sali Multimedialnej POSK-u

Jeszcze w lutym w POSK-u!..

Jeszcze w lutym w POSK-u!..

- wybrane wydarzenia z bogatego programu POSK-u na luty 2020

Ogłoszenie dla członków POSK-u

Ogłoszenie dla członków POSK-u

- zmiany dotyczące sposobu zgłaszania kandydatów do Rady, Komisji Rewizyjnej i na Przewodniczącego POSK-u

I znowu Kurs Loreto

Był to kurs życia od A do Z, wskazywał jego uczestnikom drogę,którą warto podążać. Brali w nim udział młodzi ludzie, którzy ledwo przestali być nastolatkami, a jeszcze nie stali się w pełni świadomi swojej dorosłości. 11 lipca spotkali się po latach. Najpierw na Mszy świętej w kościele pod wezwaniem Św. Andrzeja Boboli, a potem w POSK-u. I tak jak kiedyś, posłuchali znowu swego pasterza. Księdza Arcybiskupa Szczepana Wesołego.

Emigracyjny wodzirej dusz
Organizował Kursy Loreto od 1967 roku. Trzy i pół tygodnia wakacji, a zarazem pracy nad kształtem swojej osobowości. Pod patronatem Arcybiskupa Wesołego, polska młodzież z całej Europy zjeżdżała się we Włoszech do 1991 roku. Po kilkuletniej przerwie organizacją kursów zajął się ksiądz Krzysztof Tyliszczak. Ostatni odbył się dziewięć lat temu. – Dlatego mówimy: „Loreto pierwszej generacji” i „Loreto drugiej generacji”. A ten zjazd związany jest głównie z tą pierwszą generacją, przede wszystkim z tego względu, że jego głównym celem jest złożenie hołdu księdzu Arcybiskupowi Szczepanowi Wesołemu – mówi Marysia Stenzel,pomysłodawczyni zjazdu. – Nie do ocenienia jest wszystko to, co od niego otrzymaliśmy. Objeżdżał cały świat, a przez te trzy tygodnie był tylko dla nas. Czy on to wyczuwał, czy miał jakiś dar od Boga, nie wiem, ale zawsze wiedział, jak z każdym rozmawiać – kontynuuje Marysia.Dlatego tak ważna była Msza święta, która została odprawiona w kościele pod wezwaniem Św.Andrzeja Boboli. – Była dla nas wspomnieniem tamtych Mszy świętych. Nie chodziło się na nie z niedzielnego przyzwyczajenia czy z obowiązku. Brał w nich udział ten, kto naprawdę chciał, a kto nie czuł że warto, po prostu zostawał.Ale pod koniec, kiedy byliśmy już bardzo ze sobą zżyci,chodzili na te msze wszyscy – wspomina Marysia Stenzel.

Loretańska Rodzina
Przez religię przetaczało się życie. Rodziły się przyjaźnie trwające do dzisiaj i miłości,z których wynikały potem „loretańskie” małżeństwa. Był czas i na taniec, i na różaniec. A w budowaniu wspólnoty ważne było zarówno modlitewne skupienie, jak i radość obcowania w zabawie. – Jak to się odbywało? Zawsze w tym samym czasie, pod koniec lipca i w pierwszych dwóch tygodniach sierpnia. Rano modlitwa, śniadanie, wykład, jakaś herbatka i dyskusje w różnych grupach wiekowych, potem czasami próby śpiewu, tańców lub czas wolny na jakiś sport, spacer i tak dalej. Po obiedzie sjesta czyli czas spędzony nad morzem lub jeziorem, w zależności od tego, gdzie było bliżej. Po powrocie podwieczorek, znowu wykład, dyskusja i bardzo dla nas ważne przygotowanie do Mszy świętej,po której jedliśmy kolację. A potem różnie: na ogół wieczorek towarzyski, a więc śpiewy i często tańce przy płytach, które  nastawiał sam Ksiądz Arcybiskup!... W szczególne dni, takie jak 1 czy 15 sierpnia, wieczorem uczestniczyliśmy w Drodze Krzyżowej, odmawialiśmy Różaniec albo organizowaliśmy uroczystość ku pamięci wojennych wydarzeń. Natomiast punktem kulminacyjnym były oczywiście dni spędzone w Rzymie, kiedy spotykaliśmy się z Ojcem Świętym – opowiada Marysia.
Jedni jechali, bo podobał im się pomysł. A z innymi nie radzili sobie rodzice, więc posyłali ich na trzy tygodnie „naprostowywania”. Jeszcze inni, chcieli z kolei wyrwać się z domu, bo wiedzieli, że „jak z księżmi, to rodzice puszczą”. Każdy miał więc swoją własną misję. Kurs Loreto był również jednym z sposobów umacniania w sobie polskości, podobnie jak harcerstwo, społeczna akcja budowania kościołów i ośrodków, gdzie toczyło się później społeczno-kulturalne życie w oparciu o biało-czerwoną tradycję. Ludzie z generacji Marysi Stenzel, to bezpośredni świadkowie tworzenia w Anglii duplikatu ojczyzny. A w walizkach kursantów zawsze znajdowało się miejsce na narodowe stroje i zawsze była okazja, by je założyć.

My, Loretańczycy
11 lipca był dla nich dniem wspomnień. Najpierw w Jazz Cafe, gdzie zostały przywołane kominki, podczas których chłopcy parodiowali towarzyszących młodzieży księży; potem w Sali Teatralnej, gdzie na pamiątkę owych tańców przy płytach, odbyła się zabawa. – Pomysł zorganizowania zjazdu Loretańczyków od dawna chodził mi po głowie, ale nie wiedziałam, jak się za to zabrać – mówi Marysia Stenzel. Pomogła jej Kasia Rafaląt,oczywiście kursantka, tyle że z innych lat. – Dostaliśmy ogromne wsparcie POSK-u. Najpierw od byłej pani prezes Ewy Brzeskiej, a teraz od pana prezesa Olgierda Lalko. Gdyby nie ich życzliwość,dużo więcej wysiłku musiałybyśmy włożyć choćby w znalezienie sali. Podobnie zareagował ksiądz Bronisław Gostomski z kościoła pod wezwaniem Św. Andrzeja Boboli, który powiedział: możecie organizować w naszym kościele, co tylko chcecie, byle pobożnie – śmieje się Marysia. – Oni pamiętają, jak ważne były te kursy dla kilku pokoleń urodzonych tutaj ludzi – dodaje.
Po wielu latach, Loretańczycy znowu się spotkali.

Elżbieta Sobolewska